Teksty
Teksty z plyty "Krew i dusza"
Intro
Prosto!
Śródmieście Południowe styl!
Fu i Ty...
To dla wszystkich mi bliskich osób
Ten rap to sposób...
Świat pełen wad, pełen pokus!
To krew, dusza...
Maniakalny przekaz...
Rap chronologia
Fu, gdzie tak biegniesz? ochłoń, odsapnij
krew i dusza - tu zobaczysz świat nagli
tego co zwykłym okiem człowiek nie dojrzy
każdy się pcha, wciąż do kariery dąży
zobacz, ile tracisz nerwów przez to wszystko
nie zdając sobie sprawy, że jesteś blisko
do zatracenia tego co najcenniejsze, najpiękniejsze
ciesz się tym, co masz, ciesz się tym, co masz!
od życia nie żądaj jeszcze więcej
dla wszystkich tych, co mi życzą dobrze, w podzięce
dla ludzi maszyn, psycho-wariatow tak twierdzę
nie mających uczuć, wiary lub jakiegoś celu
żyję tu skromnie, bo mam to szczęście
Bóg dał mi tą szansę w takim sensie,
mogę zrobić dużo dla siebie i innych
wykorzystam ten czas, wykorzystam te godziny, tak!
refren:
w błędzie są ci, co myślą, że już dość
to daje mi siłę, to daje tobie w kość
to, że mogę robić cos, co daje moc
krew i dusza - moje życie, mój głos
wszystkie rymy, style, korzenie tych drzew
klimat i flow daje wartościowy tlen
nie lubiany emce, teraz już wiesz
ty słuchaj tego, jak chcesz, to bierz
ile dałbyś za to, żeby nie stracić tego
ile dałbyś za to, żeby dopiąć swego
ile kłamstw, ile bólu, ile wiary w naszych sercach
ile rozczarowań, ile prawdy w tych piosenkach
coraz bardziej, ta, czuję niedosyt
wrodzony instynkt jeszcze nie wystygł
to chore fanaberie zmęczone umysły
pretensje do świata, bo marzenia prysły
ty nie ucz mnie żyć, nie ucz mnie, nie
zostaw to, zostaw to dla siebie
ograniczenia własne wypluj z siebie
ja stawiam wszystko na jedną kartę
krew i dusza - słowa prawdy zawarte
nowy materiał to produkt z fartem
ja odpalam mikrofon, włączam starter
na odsłuchu pierdolnięcie jak streetfighter
teraz w Prosto wykładam prawdę Fu
prosto ze Śródmieścia Wielki Szu
nagrać płytę nie jest dla mnie trud
odsłaniam nowe oblicze, nie czekając na cud
a bo tu nikt nie czeka na cud,
tu gad zjada gada jeden luka na drugiego okiem zimnym jak lód
refren:
w błędzie są ci, co myślą, że już dość
to daje mi siłę, to daje tobie w kość
to, że mogę robić cos, co daje moc
krew i dusza - moje życie, mój głos
wszystkie rymy, style, korzenie tych drzew
klimat i flow daje wartościowy tlen
nie lubiany emce, teraz już wiesz
ty słuchaj tego, jak chcesz, to bierz
refren 2:
PRODUKT!!!
Regenerator jak ferrari Jah Ragga'n' Elo za parawanem dymu bez prohibicji kodu
PRODUKT!!!
porozjeżdżane uklady bankowe, karty, czeki, paragony, pazerny kundel nadal ogon
goni
PRODUKT!!!
kurs ma na getto bo porozbija mury, co tak wiele dobrych serc ukrywają
PRODUKT!!!
Regeneruje mental by od jutra juz na dobre lustro pokazywalo twarz a nie morde
ekipa dobrych ludzi słucha Fusza, słucha
nowa ostra rozpierducha
hałas dla twojego ucha
ważna jest ideologia, nie żaden hedonizm, egoizm
prawidłowy wybór, racji komis
to nie komiks jak Gal Anonim
wyrwanych zdań z kronik
sprzedaje swoje gówno jak konik
mieszane style prawidłowo jak gin i tonik
to my - to wy - to tamci - to oni - szukają broni
i powrót do korzeni stylu, to mikrofon w dłoni
słuchawki przy skroni
każdy z nas swój przekaz odsłoni
to, co trzeba, wprost w twój umysł pogoni
Fu wciąż nagrywa płyty, goni
choćby nie wiem co się stało
mam potencjalny flakonik
przed tym oficjalny przekaz mnie uchroni
jak najświętsza Maryja Panna
za to nie zawsze spada hajs jak z nieba manna
ze mną wschodnia płd ZIP banda
sprawdź styl centrum WWA czaklanda
rodzina ZIP Skład to moja ferajna
z bagażem doświadczeń zawsze urodzajna
teraz na drodze nie stanie, nie, kurwa żadna
mój przekaz w jednym słowie to twarda garda.
i nie obchodzi mnie nic! opinia chuja warta.
i nie obchodzi mnie nic! opinia wyssana z palca.
i nie obchodzi mnie nic! każda fałszywa łajza
ref ren 2:
PRODUKT!!!
dedykuję wszystkim w mieście, co wiedzą, co jest dobre, wybierają słusznie to,
co najlepsze
PRODUKT!!!
sprzeciw wszystkim wrogom i frajerom, co rzucają argumenty, traktuję jak
powietrze ich
PRODUKT!!!
niebezpiecznie teraz w wykonaniu naszym, sprzecznie z tym, co do tej pory trwało
wiecznie, to...
PRODUKT!!!
który kontroluję, tym się zajmuję, słów nie marnuję, o tym rymuję, zyskuję siłę
PRODUKT!!!
One Blood inna One Blood, One Blood inna One Blood
One Blood yeah Man! disa One One Blood
(tingding whoa!) them soul are one gene sort disa One Blood and Soul
One Blood and Soul, One Blood and Soul disa One Blood and Soul
One Blood and Soul disa One Blood and Soul
(ding ding whoa! sting ding ding ding whoa! come easy! sting ding ding ding whoa!)
What is a more live it up? Yes higher man, disa time for the time, yes our time!
Disa Reggaenerator Man depend pon dem Shine, is hard I Man, disa Irie-I- tion!
Here is any One Blood? Is our One Blood, the sweet our One Blood inna One Soul
That's Me! The One Blood is a One Blood, That's Me! The One Blood, yehau! We saw
One Blood!
Reggaenerator - Fu the dome inna One Blood
One Soul, One Soul inna One Blood and Bloods
Krew i dusza
(pamiętasz, jak to kiedyś było?
co znaczyła dla nas ta muzyka...
cały hip hop...
kiedyś było zupełnie inaczej, teraz jest inaczej...)
moja krew i dusza jest na tych bitach
moja pasja, życie na wszystkich płytach
nic nie jest wieczne jak mafijna elita
bierz te słowa do serca i jesteśmy kwita
moja krew i dusza jest na tych bitach
moja pasja, życie na wszystkich płytach
czekam, gdy nowe słońce teraz zawita
ukoi me wkurwienie i naje do syta
pierwszy raz usłyszałem to brzmienie w 90 roku
już wtedy byłem, koleżko, w wielkim szoku
rozpocząłem tą drogę krok po kroku
byłem małolatem, wybrałem tak, byłem w amoku
nikt wtedy nie wiedział, że hip hop ruszy na taką skalę
pisałem teksty z zamiarem, żeby pokazać talent
punkt widzenia, światopogląd, puścić z gęby parę
prawdziwych słów
miałem z tego miłą satysfakcję
choć nie zawsze miałem tą rymonację
lecz dbałem zawsze o dobrą reputację
dostałem szansę i wykonałem tą akcję
dzięki, Sokół, za tamte możliwości, tamte czasy
pięknej klasy
juz nie powróci tamten nasyt
przesyt słów
stworzony by żyć w muzie taki słuch
lecz w głębi duszy cały czas ten sam duch.
cały czas te same pytanie, hip hop umiera chyba już....
refren:
moja krew i dusza jest na tych bitach
moja pasja, życie na wszystkich płytach
nic nie jest wieczne jak mafijna elita
bierz te słowa do serca i jesteśmy kwita
moja krew i dusza jest na tych bitach
moja pasja, życie na wszystkich płytach
czekam, gdy nowe słońce teraz zawita
ukoi me wkurwienie i naje do syta
każdy z nas stawia wszystko na muzykę
kocha to z pasja, jest rymoholikiem
ciężka praca w studio jest tego wynikiem
nie zawsze, człowieku, nie zawsze docenianym
mój styl nie dla wszystkich zrozumiany
moje serce i bit, tekst w świat wysłany
zrobiłem dużo dla hip hopu, chłopak z ulicy wyrwany
nienawidzę tego popu, co zdradził wszelkie zasady
z prochu powstałeś i w proch się obrócisz
jeszcze nie raz tą nutę zanucisz
wiec ucisz gębę i zacznij działać
jest dużo do zrobienia, musisz się postarać
tak żeby zachować lojalną powagę
zebrać siły i pokonać przeciwwagę
nasz umysł jest bronią, my mamy przewagę
my walczymy z tym wygramy damy rade!
refren:
moja krew i dusza jest na tych bitach
moja pasja, życie na wszystkich płytach
nic nie jest wieczne jak mafijna elita
bierz te słowa do serca i jesteśmy kwita
moja krew i dusza jest na tych bitach
moja pasja, życie na wszystkich płytach
czekam, gdy nowe słońce teraz zawita
ukoi me wkurwienie i naje do syta
patrzę, jak wszystkich w tym zmieniły pieniądze
głód szmalu rozwija tak zwane żądze
masz szmal, to masz przyjaciół bez dwóch zdań
polska mentalność i zawistny kraj
chujowe gusta i marny hajs
masz predyspozycje, to ruszaj, chłopak
przed siebie błędy, to są tego wyniki
pamiętaj, nie kalecz juz tej muzyki
rozsądek łącz z pasją - te dwa styki
ci, co mnie znają, wiedzą, ile wkładam w to serca
słyszą życie, radość, nienawiść w tych wersach
lecz niedługo odłożę mikrofon, bo czas to morderca
rap słabnie, kończy się ten spektakl
zostaną wspomnienia i płyty w sklepach
daj odetchnąć temu, a będzie dobrze dzieciak
zacznij myśleć o przyszłości, zrobić myśli przetarg
refren:
moja krew i dusza jest na tych bitach
moja pasja, życie na wszystkich płytach
nic nie jest wieczne jak mafijna elita
bierz te słowa do serca i jesteśmy kwita
moja krew i dusza jest na tych bitach
moja pasja, życie na wszystkich płytach
czekam, gdy nowe słońce teraz zawita
ukoi me wkurwienie i naje do syta
hip hop umiera, umiera... czy tak jest?
hip hop umiera, umiera... w 21 wieku
hip hop umiera, umiera... polskie stare brzmienie, człowieku
hip hop umiera, umiera... odchodzi w cień
hip hop umiera, umiera... ten prawdziwy, ten
hip hop umiera, umiera... ale czy nasz?
hip hop umiera, umiera... nie wiem sam
hip hop umiera, umiera... zastanów się
Kości zostały rzucone
ja czcigodny syn kombinacji
mam taki po prostu stan
8 lat w to gram czasem z Zipami czasem sam
Warsaw Manhattan
tylko gram tą nutę
wszystko ma przyczynę, wszystko ma swój skutek
sprawy stresowane czasem luźne jak puzzle
pamiętam pierwszy rym, pierwszy ZIP Skład set, Pono studio
„Powszedni chleb”
Zipera przejmuje ster
„ONFR” nad miastem czarnej chmury cień
„NOCC” spełnia się solowy sen
wpadłem w solowy trans
no bauns – „Futurum”
FMR, Soundkail, jamajski styl nie szajs
2002 z WWO
Tour de France
paris dans
hiphop elegans
psychiczny lans
i teraz pass
zaciśnięty pas
wali w bicie bass
nadszedł czas
wywołać halas
zbudować słowny pałac
konkurencję zbić z tropu
jeszcze więcej kopu
wali produkt jak topór
jadę dalej w tym fachu jest nas paru
Zipera układ stały
to „Druga strona medalu”
bez ciśnień, oby do przodu pomału
i ciach „Wrodzony instynkt” MC wandal
raptowne realia hicior standard special
mnie nie zatrzymasz, ja mam potencjał
2005 spełnia się plan „Rap bizness” Dynam
Fu i Olsen młodym, zbuntowanym głosem
produkt zmienia podejście do życia bez wątpienia
produkt zmienia podejście do życia bez wątpienia
ref:
krążę, obserwuję i stale podziwiam
patrzę, wnioskuję, winszuję, zaskakuję
wracam, dobijam, piszę teksty o życiu
jeszcze tyle pomysłów przecież jest na zbyciu
czlowiek!!!
---------------------------------------------------------------
1 zwrotka:
teraz mam ziomus konkretna jazde
wbijam w twoja swiadomosc swiadomie drzazge
robie swoja muzyka konkretna miazge
miazdze recenzje kazde jak doni brasco mafijny kartel
flow cie niszczy i spadasz na parter
nie fart pech twoimi nerwami trzaska
nie pozbedziesz sie niego
agresji atak z nienacka
to nie prosta hiphopolo zwykla papka
to bloki, ulice, kluby kluby i klatka to
studio,browar,schron i demo matka to
sciana ,cegla kaptur nie bandamka to
piwnica stalowe drzwi nie altanka to
jakis bicik pianko szlug experesowa szamka
tworze swoj swiat przez pryzmat muzy to pasja
nie blanta nie gandzi umysl otwarty jak gandi
tworze artyzm wlasnej wyobrazni
smazalnia czystej formy zwrotek
zgadnij kto tu ma dostep
odstep od farmazonu wstret
boyzbend huj wbijam w taki blend
mistrz ceremonni reprezent
tylko winni sie tlumacza
moje kawalki zawsze cos dla kogos znacza
ci co mysla inaczej niech mi wybacza
dopiero teraz gdy koncze przesylam to sluchacza.
srodkowy palec dla tych co hiphop partacza
4 zmysł rzeczywistości
refren:
to są błędy pewnych chwil, pewnych spraw
ta są chwile, perfectum mobile, pełny traf
kocham życie, czasem nienawidzę jak mój brat
rzeczywistość czasem rani popatrz na to tak
w życiu liczą się chwile, perfectum mobile
te najważniejsze podczas, zapamiętuję je
mam w głowie obraz
różne sytuacje mają różne miejsca
przed oczami mam ten moment jak stare zdjęcia
to życie uczy mnie, jakim być człowiekiem
jak mam żyć i jak zmienia się otoczenie z wiekiem
pierdolone życie, pierdolony stan
wyimaginowany plan
antagonistyczny chłam
jeszcze tryska życiem kran
kiedy opuszczę ten jebany Legoland
tutaj byłem świadkiem pewnych spraw
wiele się tu dzieje, sporo kurestwa tam, takich klas
społecznych warstw
zakazanych mord, jebanych bladź
ile te oczy mogą patrzeć w telewizor?
ile morderstw? reality kill na żywo
człowiek stworzony by walczyć?
dziękuję, gdzie tu sens? mi już wystarczy
do bezbronnych ludzi strzelać jak do tarczy
pieniądz, przemoc, zła polityka, wojna
skuta w łańcuchy rzeczywistość potworna
zamknij oczy i sobie wszystko wyobraź
to co widzisz na co dzień jest nienormalne
wyższe sfery wpajają tobie niby prawdę
rzeczywistość wokół ma oblicza jawne
czy jesteś w wstanie odsłonić kartę?
upolować zdobycz jak niewinna sarnę?
zajrzeć prosto w te oczy diabła?
uświadomić sobie, że to zła karma?
czy wyjść na rzeź jak iracka armia?
refren:
to są błędy pewnych chwil, pewnych spraw
ta są chwile, perfectum mobile, pełny traf
kocham życie, czasem nienawidzę jak mój brat
rzeczywistość czasem rani popatrz na to tak
to owce boga walczące w trosce
prawdziwe oblicza, czyny proste
formuły życia zawarte w cząstce
niby tak malej lecz widocznej sprzączce
która zaciska ten oddech Polsce
odwet napędza to bicie serca
zmysł rzeczywistości to pierwszy zestaw
to pierwsza wersja, to globalny desant
to sztuka rymowania czysta jak oligocen
"krew i dusza" – człowieku, weź to doceń
rzeczywistość jest w twoich rękach
możesz przyjąć to z pokora teraz, mocno przysięgam
Ja dalej piszę
Siedzę, piszę, żywot starego hiphopowca taszczę
myśląc pozytywnie w moją przyszłość patrzę
ścierając wspomnienia, czas mój chyba nadszedł
ten akcent dedykuję rodzinie i mojej matce
chciałbym wieść spokojne życie, nie chcę być zamknięty w klatce
karteczka, pomysł, długopis, ja piszę dalej (dalej... dalej piszę…)
myślę sobie i piszę człowieku szalony
sterta kartek, płyt, jesteś z tego zadowolony
podejście i punkt widzenia niezastąpiony
czasem cierpliwości brak, jestem wkurzony
gdy za oknem pada deszcz ja dalej kreślę
siedząc na ławce lub w moim domu na krześle
nie obchodzi mnie czy jest późno, czy jest wcześnie
długopis w garści, pierwszy wers, pierwsze podejście
refren:
dalej piszę – ile to juz lat?
dalej piszę – pokazuję swój dziwny świat
piszę – słuchając tych wersów, myśląc
ile to juz lat ten czas mi skradł
mam w sobie nieskończoną wielką energię
dalej piszę, nie czekając, gdy padną mi baterie
jak mój ojciec przelewam na papier życia kwintesencję
niedoceniony raper do życia ma pretensje
że jest jak jest a nie inaczej
pogodzić się z tym trzeba, tak, chyba, raczej
pogadamy przy piwku, to bardziej ci to wytłumaczę
każdy rym, każdy wers, każdy tekst
spróbuj mnie zrozumieć, odnaleźć w tym życia sens
czy tworząc własny rap, jestem inny?
mam swój rap jak na czole życia blizny
od „N.O.C.C.” przez „Futurum” do „Wrodzony instynkt”
każda zwrota to na sercu moim odciski
wyobraź sobie to człowieku przede wszystkim
że ta satysfakcja jest dla mnie wszystkim
sterta tekstów to spisane własne myśli
życie płynie, ja dalej piszę
mam swoją wizję
mam swoją misję
problemy, kłopoty – ja dalej piszę
nie mam na to ochoty, lecz dalej piszę
są upadki i wzloty – ja dalej piszę
wstaję, zbieram siły, uderzam, dalej piszę
czasu nie żal – ja dalej piszę
w tym się odnajduję – dalej piszę
patrzę, widzę, ile teraz małolatów łapie za pióro
to jest prawdziwe, nie ulegają bzdurom
wszystkie dobre ekipy są zawsze górą
hiphopowa dywersja uległa czarnym chmurom
ta, napiszę, nagram, zarymuję
lubię tą ciszę, zanim przyrapuję
według starych przepisów słowa buduję
robię swoje dalej, z tym się dobrze czuję
jak Magic Jonson zapierdalam to dobrze non stop
w prosto teraz wydałem płytę
i nie obchodzi mnie to, czy ona będzie hitem
nie obchodzi mnie to, czy odbierzesz z zachwytem
dalej płynę, rozpierdalam szybkim bitem
nagrałem tyle płyt, że dla mnie to codzienność
pierdolnąć parę tekstów to czysta przyjemność
uzależnienie moje, gdy łapie bezsenność
refren:
dalej piszę – ile to juz lat?
dalej piszę – pokazuję swój dziwny świat
piszę – słuchając tych wersów, myśląc
ile to juz lat ten czas mi skradł
Dążyć do celu
(biegnę jak lew, nie zatrzymasz mnie
choćbyś nawet tego chciał, nie powstrzymasz mnie, nie)
biegnę jak lew, by dobiec do celu
i nieważne jaką drogą, przyjacielu
potykając się o błędy w jedną stronę mam ten bilet,
nie patrząc w tył zajebać z buta by nie zostać w tyle
i nieważne w jakim jestem położeniu świata
on należy do mnie, co jest za mną moja strata
odbijając z naprzeciwka wroga nagły atak
przeciskając się przez wir prostego życia i spraw
moja wierna intuicja wyznacza mi ten szlak
nie myśląc o błędach przeszłości, niech to szlag w samo sedno trafi
wiem, tak jak ja to potrafi jeszcze wiele
wbrew naturze wywołać burzę
ostatecznym ciosem każdą ścianę zburzę
i nieważne czy będę jeszcze biegł dłużej
jaką przejdę drogę, na taką zasłużę
nie myśląc o tym, że depczesz moją muzę
refren:
nie zatrzymasz mnie - choćbyś nawet tego chciał
nie powstrzymasz mnie - ile by ten konflikt trwał
nie zastraszy mnie nawet ostrzegawczy strzał
rozpędza mnie życie, napędza mój własny plan
przekraczam prędkość ruchy niekontrolowane
jak w niekończącym śnie akcje niespodziewane
mieć cały świat w garści to nie było mi dane
mały postój na oddech, dalej wrotki odpalane
ze mną tęsknota, nienawiść, żal, uczucia mieszane
dorosły świat mnie wita, szczeniackie życie odpada
zostaje twardy charakter, jadę dalej, nie wysiadam
starzeje się człowiek, zdrowy duch umysłem włada
najpiękniejszy okres mego życia cała eskapada
czas wydaje się być szybszy, ja biegnę nadal
korzystając pięknie z życia, otrzymuję coś w zamian
własne przyjemności, sex z kobietą - niby banał
kontrolując kondycję, biegnę omijając kanał
modląc się o zdrowie, żeby Bóg mi je nadał
dobiegłbym do celu gdybym majątek posiadał
raczej dobiegnę do mety, żebym tylko uważał
refren:
nie zatrzymasz mnie - choćbyś nawet tego chciał
nie powstrzymasz mnie - ile by ten konflikt trwał
nie zastraszy mnie nawet ostrzegawczy strzał
rozpędza mnie życie, napędza mój własny plan
(ogarnę ten cel, ogarnę ten cel)
Miasto W
refren:
to Warszawa – nielubiane miasto
to Warszawa – nędza i bogactwo
to Warszawa – kapitał przyszłości
tu spełniają się marzenia, młode sny, sprawdź to
ulica, dom, stara baza
piwnica, obok blaszany bazar
nowoczesny wieżowiec
wielki jak tankowiec
Fu, opowiedz nam opowiedz, ta,
tyle sie dowiesz, tyle powiesz.
to warszawa nielubiane miasto
wzrok sokoła, szybki jastrząb
człowieku, znasz to
miasto, wściekły bastion
gdzie Babilon w nocy zasnął
tutaj jeden upadł
drugi hajs przygarnął
smutne twarze, bijąca w górę zazdrość
tam nie wychodź, tam nie depcz
to prywatna własność
tam lojalne twarze umierają, słabną
policyjne układy, ludzie nimi gardzą
nie mając pojęcia, ludzie z psami walczą
„nic nie wiem, nie widziałem” jest obronną tarczą
jak pitbulle na łańcuchach kurwy warczą
złodzieje czasu o swoją działkę walczą
refren:
to Warszawa – nielubiane miasto
to Warszawa – nędza i bogactwo
to Warszawa – kapitał przyszłości
tu spełniają się marzenia, młode sny, sprawdź to
przemyśl, ile chciałbyś zmienić
tutaj przecież mieszkasz
mając układy pracę, tutaj przecież przetrwasz
każdy z dnia na dzień się stąd ulatnia
miasto piękniejsze w nocy niż następnie za dnia
nieznośni architekci Warszawę szpecą
gdzie puste aleje, nocą neony świecą
śpiące miasto nigdy w nocy się nie budzi
gdzie niedostępne kluby dla prostych ludzi
zapomniane podwórka
gdzie słychać płacz dziecka
w bramach starych kredą narysowane serca
gdzie obok śmietnika żeruje śmieciożerca
to Warszawa kochana za walkę i pracę
to Warszawa tępiona za wysoką płacę
w tamtych czasach poległaś zanurzona w okopy
powróciłaś w brzydkim stylu na mapę Europy
budujemy nowe miasto, do roboty!
refren:
to Warszawa – nielubiane miasto
to Warszawa – nędza i bogactwo
to Warszawa – kapitał przyszłości
tu spełniają się marzenia, młode sny, sprawdź to
tak wiele zagrożeń czyha tu po zmroku
tajemnice tego miasta spływają do rynsztoku
szklana pogoda, a szklanka w oku
ja stoję w ciemności, obserwuję z boku
miasto wchłania wciąż ludzkiej głupoty plony
ty zarabiasz tu hajs, ono ma ku temu powody
tam wschodni handlarz z żywym towarem obczajony
nie wie, gdzie pracuje, ze stadionu korony
w barze smaży sajgonki, nie zna centrum tamtej strony
przez 7 lat nie widział dzieci i zony
gdy zarobił gotówkę został okradziony
warszawa dała mu azyl, rygor zaostrzony
wiele kręci się tu obcych przestraszonych
PŁD Śródmieście, dzieciak, bądź pozdrowiony
ni chuja nie rozkminisz tego miasta
słońce wyszło, nowy dzień nad Warszawą nastał
refren:
to Warszawa – nielubiane miasto
to Warszawa – nędza i bogactwo
to Warszawa – kapitał przyszłości
tu spełniają się marzenia, młode sny, sprawdź to
Imperium zła
Fu:
zawiść na twarzach, ta, kłótnie w bazach
ta słyszę dźwięk wojny w rozbitych wazach
atak uważaj człowieku epidemia nazar
wojna o hajs zawinięty w gazach
tracisz rozsądek puszczając złote w hazard
biada temu co nie uważa
polityka w Polsce ludziom zagraża
propaganda kłamstwo się rozmraża
jebać pedałów na ryj kamienie
teraz zamienię w proch te kurewskie nasienie
hardkor jest i był zawsze ze mną
nie próchnieje jak szlachetne drewno
skarabeusz jest sprawą pewną
imperium zła to jest ogniwo jedno
symbol niszczący zło to wiem na pewno teraz
tam rządzą gangi raskols nowa gwinea
dzieci z bronią w ręku to nie Montreal
tam kokaina rządzi krwawa mery hera
wszyta w mozgi jak wszyty jest esperal
to świat gdzie Boga dotyk nie dociera
skala przestępczości wciąż cyfry nabiera
śmierć, śmierć swoje żniwo zbiera
na tamten świat zabiera
denat ponad prawem desperat degenerat
Sokół, Fu, Rocca, Fu o treści złej referat!
refren:
złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie
Rocca:
…
Sokół:
było ciężko, paru z góry założyło,
że są straconymi ludźmi, ludzie są różni
bierz to, co ci podsuwa Bóg
zamiast myśleć wciąż, co byś mógł, gdybyś mógł
patrz Wojtuś, Sokołku, nie jest źle
tak mówiłem do siebie, nie mając gdzie przekimać się
dziś wciąż przy swoich tkwię poglądach
jakiś grosz mam na ciuchach, więc muzyka jest wolna
jak zwykle nie interesuje mnie, czy łykniesz
czy skrytykujesz nas, jak recenzje, przywykłem
jakimś cudem ZIP Skład jest, wielu padło
czy jest ktoś, kto przeszedł suchą nogą bagno?
też czyniłem zło, Boże przebacz
niech wybaczą nam ci, którzy dali się wy…
zapierdalam wciąż z saperką
przekopuję front, wielu zipów jest ze mną
każdy z nas położy cegłę następną
i zbudujemy mur – dziadostwo na zewnątrz
niech rozwija się każdy dobry chłopak, ta
niech zarabia się sos na tych blokach, ta
niech przyjaźń na tym nigdy nie ucierpi, nie
normalni nie znaczy przeciętni
nie łudź się – ten rząd rozwój pierdoli
weź nie pierdol, bo zostaniesz jak oni
refren:
złość teraz przelewam na papier
imperium zła na rozwojowym etapie
wirus ludzki w gardło drapie
mentalność ludzka zawarta w naszym rapie
Olsen:
choć wcale nie chcę, moja dłoń sięga po pilot
mamy problem znów: kilka ton przerzuciło kilku
po kilka kilo przez nasze lotnicho
tylko cicho! cśś! nic nie może się wydać
kolejne wieści to temat Ameryka
tam ktoś wzdycha, a kogoś cieszy ten potop
Nowy Orlean zalany głęboką wodą
czarnoskóra społeczność traci dachy nad głową
getta chłoną ofiary nieszczęść
jak sekta robią im w bani sieczkę
ulice dają pracę, trudnią przestępstwem
potem już niekoniecznie jest czas na ucieczkę
zmieniam kanał: znów wybierzcie marionetkę
by została nowym prezydentem
a pretendentem na to miejsce prawie całe byłe SB
lecę dalej, nie chcę słuchać obietnic
co jeszcze zdążyło się od wczoraj spieprzyć?
w kraju klęski, ciągłej politycznej wojny
czuję się osaczony, a przecież jestem wolny
na szczęście w tym momencie wyjebało korki
Zabić czas
mówię wam, chciałbym czasem mieć siłę jak lew
zabić czas, zniszczyć wszystko po drodze, co złe
wylewając na kartkę to, co chcę
rozkwita we mnie obraz mojej przyszłości
gdzieś na dnie serca leży sens obfitości
ja siedząc myślę trzeba zabić czas
czy mam jeszcze siłę
być może wyjdę z domu, coś zostawię w tyle
w mojej krwi jeszcze ferment wczorajsze promile
w głowie jazgot, barłóg, nic nie czaję, znam to
mówię: to już ostatni raz, od dziś zero alko
na górze hałas, krzyk kobiety, kłótnia tam gdzie balkon
czy ten świat oszalał czy to film o beznadziejności
każdy szuka hajsu, dalej trwa ten pościg
codzienności świat lustrzanych odbić
myślę: iść dalej czy zwrotkę już mam podbić
zerkam na gazetę postawili kolejny czasu pomnik
ile wokół jeszcze paradoksalnych zmian bez końca
olej czas niełatwo temu sprostać
refren:
elo, widzę wszyscy biegną z czasem, wciąż się spieszą
niekończąca podroż w świecie zła, przemocy
walka z wiatrakami, straty nieprzespanej nocy
ile tego? wciąż jakieś sceny, wciąż kłopoty
czasem mam wrażenie, że nikogo nie rozumiem
dzień żywych trupów, jakby wszyscy wyszli z trumien
jedyny czystej wody strumień gaśnie
czy to ja jestem zamknięty w swoim świecie właśnie
jak jastrząb w klatce czekający na wolność
ile czasu musi minąć, żebym odkrył zdolność
która zniszczy wszystkie wskazujące wskazówki
to czas jest moim panem wiesz?
składam ręce na znak pokoju
dziś mam wenę i dziś jestem w nastroju
patrzę w lustro, widzę swoją twarz zmęczoną
załatwianie spraw na biegu nie jest moją mocną stroną
gdybym się nie zaszył w domu nie byłbym sobą
męczy mnie pośpiech, obmyję twarz zimną wodą
czas zmienia nas, lepiej popatrz na swoją twarz
refren:
elo, widzę wszyscy biegną z czasem, wciąż się spieszą
niekończąca podroż w świecie zła, przemocy
walka z wiatrakami, straty nieprzespanej nocy
ile tego? wciąż jakieś sceny, wciąż kłopoty
4 zmysł rzeczywistości c.d.
to już nie tak, to ostatni raz
to wredna pasja niszczy jak krak
nie mogę znieść tego
nie mogę odsunąć się od złego
na ulicach strach wkurwione ego
dla chcącego, człowiek, nic trudnego
i co z tego? rozjebać mur jak lego
on dzieli nas – dziwnych ludzi
dziwna rasa strach w oczach budzi
hierarchia wartości udziela nam lekcji
jesteś słaby, przegrywasz, nie miej pretensji
życie zmienia nas do perfekcji
zmusza nas – przeciętnych ludzi – do działania
pierwszy stopień zagrożenia, kurwa, mania
ludzkiej pazerności wyzyskiwania
jeden, drugi, trzeci łysy baniak
psychicznie chory, niewyżyty maniak
spójrz: wskazówka zapierdala na zegarku
czas to pieniądz, coraz więcej lat na karku
lata lecą jak bomby przy barku
popylasz, przecinasz
wysiadasz na przestanku
łatwo poszło jak dziesiona w parku
nie zliczysz, ile to juz lat na melanżu
w kraju bezprawia
oddajesz działkę w rewanżu
płacisz haracz dla legalnej mafii
polityczny ustrój, co rządzić nie potrafi
stąpa po cienkim lodzie i za to płaci
narzuca terror jak Kadafi
buduje pajęczynę, bo wie ze nie straci
refren:
4 zmysł rzeczywistości
nie kumają tego ludzie prości
jesteś świadomy, że masz skłonności
by zacząć walkę, rzucić kości
straty przeliczyć plus wątpliwości
zmysł daje poczucie własnej wolności
nadejdzie ten dzień, trochę cierpliwości.
rap prawdy, ty wiesz co jest grane
nie muszę ci rapować, co jest grane
że rządzą tym krajem kurwy jebane
okradają społeczeństwo okłamywane
nie narzekam często, bo daję radę
lecz nie zniosę tego patrząc i widząc
z dala od afer, polityki się brzydząc
prosty chłopak, Śródmieście Południe
prosto, krótko i na temat schludnie
lecz na tych ulicach bywa rożnie
przedstawiam realia chyba słusznie
jestem tutaj od początku
z czystej zajawki i z rozsądku
waląc z lufy ognista wodę
tych, co nie trzeba, nie zawiodę
dla reszty bydła chuj na drogę
24 h wypierdala w kłodę
widać na horyzoncie miasto pogardy
wkurwione maski i małe bękarty
puszka Pandory, opera awangardy
jak opera puccino materiał zwarty
nadszedł czas prawdy
skończyły się żarty
hip hop dancehall, nie jakieś kurwa country
lubisz sztuczny szajs, to skocz na party
tu narzucam veto i jestem anty
refren:
4 zmysł rzeczywistości
nie kumają tego ludzie prości
jesteś świadomy, że masz skłonności
by zacząć walkę, rzucić kości
straty przeliczyć plus wątpliwości
zmysł daje poczucie własnej wolności
nadejdzie ten dzień, trochę cierpliwości.
rap prawdy, ty wiesz co jest grane
Zapach wanilii
robię to, robię tamto
czasu spuszczam manto
klimacik ala esperanto
robię, co chcę
skąd ja znam to
otwieram piwko
wykwintnie jak kwinto
ze mną lala ala Paris Hilton
blond niunia piękna nimfo
zróbmy dziś to
to co chcemy
ja daje ci swobodę
przecież się dobrze rozumiemy
ściemy odstaw, kurwa, na bok
teraz tańczysz tutaj tu przy lustrze żwawo
teraz trochę lodu wrzucę ci za majteczki
widzę: stwardniały ci już teraz suteczki
daj wszystko z siebie dla tej pioseneczki
lubisz takich jak ja, to krótka piłka
wiem, pewnie sport, aktywność, siłka
ej, chwilka, chcę mieć z tobą synka
ej, niuńka, co jest? co to za minka?
nie złość się, mówię tak przenośnie, małolata
musi być kontakt, alko, który figle płata
i tak ma być
teraz dla mnie zatańcz
nie przejdzie ci to płazem, nie, nie ma bata
i tak ma być, słońce, wszystko w całość się splata
refren:
gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win
pot waniliowy spływa po twojej dłoni
zapach wanilii przy twojej skroni
spokojnie, powoli, czas przecież nie goni
ty mnie znasz, ja ciebie znam
ty w głównej roli
myślę sobie, kurwa, już nie mogę
relaks zarzucam, jakbym ćwiczył jogę
od twoich oczu przez usta do samej brody
smak twojej śliny jak waniliowe lody
słodkie oczy, blask przezroczystej wody
czas na polowanie, zajebiste gody
jeszcze więcej do głowy sody
gdy czuje twoją potrzebę, ta, wtedy nadchodzę
uruchamiam wyobraźni wodze
jem słodkie winogrona z twoich ust
oczy zerkają na twój zajebisty biust
taki owoc kusi, pożeram go okiem
wypluwam pestkę, popijam sokiem
chrupiące ciasteczko z wilgotnym obłokiem
zapach wanilii uruchamia zmysły węchu
czuje ten zapach twoich waniliowych perfum
refren:
gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win
wchodzę do domu, kurwa, nie zastałem cię
zapach wanilii w pokoju rozpływa się
czuję niedosyt, przesyt, łapię za zeszyt
piszę do ciebie kawał dobrego tekstu
ej, lady, lady, ta, weź to stestuj
co się ze mną dzieje, mowię jejku..
nikt tego nie wie
teraz dzwonię do ciebie
siemasz mordko
(kochanie, tęsknię za tobą, przyjedź do mnie)
chciałbym, żebyś była tu jak najszybciej
kupiłem szampana, słodkie wiśnie
dziś liczysz się tylko ty, oczywiście
podbij do domu, będzie zajebiście
wiesz, jak jest, odbieramy na tych samych falach
wspólna jazda w naszym stylu zadowala nas
to o tym nawijam, że mamy wspólną pasję
tu nie wchodzą w rachubę te niemieckie akcje
ty dobrze wiesz i ja wiem, na czym stoję
więc szach na temat, dalej róbmy swoje
taki temat daje dużo do myślenia
dobra słuchaj teraz, co mam do powiedzenia!
refren:
gdy cię nie ma, to mijają nudne dni
gdy będę z tobą, chyba nie odmówisz mi
nie zamienię za żaden smak tych chwil
waniliowy smak, smak słodkich win
Uda’h uda’h
refren:
uda'h uda'h
to robota
uda'h uda'h
to robota
to raga muffin, co potrafi czynić cuda
uda'h uda'h
to robota
uda'h uda'h
to robota
to raga muffin, co potrafi czynić cuda
Jamal:
zobacz, ilu tych, którzy myślą, że są
tymi, którzy powinni łapać za mikrofon
wydaje się, że więcej mogą niż chcą
nic nie liczy się, jeśli nie płynie stąd dancehall
pali cię jak ……
od tego, żebyś poczuł, dzieli jedna chwila
i nie będziesz potrzebował tu brudnego dilla
uda ci się, ja to wiem, raga muffin siła
Fu:
nie, nie, nie, nie będzie przyjemnie z deka
Fu styl to pierwszorzędny spektakl
pomaga na ból jak na żołądek smekta
wpajam prawdę, nie fałsz jak sekta
na cd tape Jamal full kontakt selecta
raptowne realia raga muffin stajla
ja wiem to, mam na to jeden dzień
taka kolej rzeczy ją podnieca, mówię jej
refren:
uda'h uda'h
to robota
uda'h uda'h
to robota
to raga muffin, co potrafi czynić cuda
uda'h uda'h
to robota
uda'h uda'h
to robota
to raga muffin, co potrafi czynić cuda
Fu:
jeszcze, jeszcze, rozpalam myśli wnętrze
raga towar teraz sypię w powietrze
taki styl tak łatwo nigdy nie zetrzesz
nie podchodź, odbij bo niebezpiecznie jest
rozjebać w drobny pył raga dance rytm
żebyś dalej żył z myślą, że to wstyd
dla mnie to pasja, ten bit mam we krwi
ta, nie kpij, tu życie tym rytmem tętni, jeee
refren:
uda'h uda'h
to robota
uda'h uda'h
to robota
to raga muffin, co potrafi czynić cuda
uda'h uda'h
to robota
uda'h uda'h
to robota
to raga muffin, co potrafi czynić cuda
Fu:
o swoje walcz
zdanie swoje miej, swoje miej
nie zmuszaj się, masz w sobie tą moc
nowy pokolenia to jest młody głos, młody głos
energia taka jak sparingowy cios
refren:
uda'h uda'h
to robota
uda'h uda'h
to robota
to raga muffin, co potrafi czynić cuda
uda'h uda'h
to robota
uda'h uda'h
to robota
to raga muffin, co potrafi czynić cuda
Blizny wegetacji
moc twego oddechu
sprzyja twemu wdzięku
człowieku, zapadł zmrok
blask księżyca oświeca jego mieszkanie
typek marny gość liczy hajs plus gołąbki szamie
słychać szelest hajsu i mlaskanie
gdzieś na Śródmieściu gdzie jest przyrost wkurwienia
miesza się z ludzką mentalnością bez wątpienia
zapomniany świat gdzie tynk się sypie na łeb
masz ładny samochód stereo walną ci sprzęt
wkurwienie wzrasta
mąż żonę po pracy z typem w łóżku zastał
złapał za siekierę, odjebał chwasta, basta
nie po to tyle nas jest, żebyśmy byli bez wad
to ludzka strona ciemna jest jak kat
albo jak śmierć z kosą pojawia się i znika
wcześniej czy później dopadnie każdego zawodnika
praca Syzyfa odzwierciedla wizerunek syfa
skomplikowane życie jest jak kostka Rubika
dłużnik dłużnika, jego brata unika
ulica i jej kurewskie nasienie, nie dojrzysz tego okiem
stuknij sobie w łeb młotkiem albo glockiem
pesymisto jebany
przez życie nie kochany... nie
refren:
nie da się cofnąć tego, co się stało
zbieżność sytuacji to urwana gałąź
gdy płacisz za błędy, liczy się wytrzymałość
wczoraj, przedwczoraj zlepia się w jedną całość
90 lata gdzie na każdym kroku rządziła mafia
centrum miasto "w" tu działo się wiele
nocne kluby burdele kradzieże defraudacja
te czasy pamiętam prawda operacja
balangi nowe slangi uliczne gangi ekipy giby
każda dobra ekipa ofensywy zniknęła z widoku
stare miejscówki śró akurat obok bloku kurant
a na nich ślad na murze to znak farba tag
teraz nie wszyscy kosztują wolności
za krata spędzone lata bez swojej miłości
bez widoku swego rodzonego dziecka
urodziło się szczęście i nie zna ojca
za stalowa krata łzy w oczach i ból serca
i tak dalej do przodu od początku do końca
nerwy stres zimny pot ogarnia plecy
nad kojem wisi fota dodatek do rakiety
takie życie czasem zdarza się tak niestety
tu rządzą zasady prawa wyroku koniunktury
paragrafy kodeksy wszystkie te struktury
w świecie fałszywej jebanej klauzuli
gdzie rządzą prawa silnej złowieszczej natury
w czasach policyjnego prawa dyktatury
w tym bagnie gościu nic się nie zmienia
refren:
nie da się cofnąć tego, co się stało
zbieżność sytuacji to urwana gałąź
gdy płacisz za błędy, liczy się wytrzymałość
wczoraj, przedwczoraj zlepia się w jedną całość
Fifty fifty
mam teraz dużo do powiedzenia
słowa na czyny, ta, teraz zamieniaj
ej, Fuszu, lamusów z drogi usuń
słuchasz rapa kanciapa
polskim rapem napchana japa
w rachubę nie wchodzi wielka sałata
ej, koleżko, teraz stój
dzielę, dzielę to na pół
to 50 na 50 jeden wielki chuj
w mordę tym, co plują na mój rym
jeden syn, drugi syn, skurwysyn
a ja dalej jadę, bo daję radę z tym
tak, to powiedz z czym?
rozpierdalam swoim rapem
od Centrum PŁD do Emilii Plater
tu żywot wiodę
okolice te to mój napęd
tu zaczęła się historia moja z rapem
tu jest ma dzielnica, tu jest mój kwater
tutaj stawiam swoje kroki i nawijam zatem
refren:
fifty fifty, ta, pół na pół
to jest różnica
ja góra, a ty dół
fifty fifty, ta, pół na pół
ja robię swoje
pierdolę ten cały gnój
fifty fifty, ta, pół na pół
między nami stoi jeden
wielki mur
fifty fifty, ta, pół na pół
get many many
get many many many
wkurwiają mnie takie małolatki
kręcące dupą na imprezach w cynamonie szmatki
hej spoko stary – tego typu gadki
z reguły pochodzące z bogatej chatki
dosyć mam takiej sztucznej padaczki
a obok nich pryszczaty student chujoza z gadki
na głowie chłam w stylu nerda czapki
obcisłe koszuleczki, na stopach laczki
kisiel na włosach i skórzane klapki
obsrany dzieciol widok taki nierzadki
ledwo oderwał się od cyca matki
a włóczy się po knajpach, odwiedza prywatki
chodzi, zgrywa parobasa, wyrywa babki
synuś idzie na imprezę, rodzicie mają wydatki
myślą: „jakieś pytania?”, bo płacą podatki
zatem ja tu, oni tam
oddzielę ten chłam
refren:
fifty fifty, ta, pół na pół
to jest różnica
ja góra, a ty dół
fifty fifty, ta, pół na pół
ja robię swoje
pierdolę ten cały gnój
fifty fifty, ta, pół na pół
między nami stoi jeden
wielki mur
fifty fifty, ta, pół na pół
get many many
get many many many
3zwrotka:
fifty fifty, ta, pół na pół
a ty ile jeszcze będziesz, gnido, truł
że co ja bełkoczę, odlewam się na ciebie świeżym moczem
dla ciebie haman rymy toczę, pozwól, że przytoczę
proszę cię, odstaw na bok te chujowe argumenty, sentymenty
smutny chuju spięty
lamus z ciebie nieprzeciętny
w poprzek cięty
taki jesteś pewny, chętny
wymienić parę słów
lepiej szacunek kup
i zamknij dziob
jesteś trup
kujesz jęzorem jak kolczasty drut
otwieram jak gnojek mezo
nowy sezon
dla tych, co ciągle bredzą
chuj w mordę frajerom, co gówno wiedzą
mam argument dla tej całej hołoty
internetowe cioty forum wciąż dyskutują
czują się lepiej za klawiatura
jadę na ostro tym wszystkim szujom
refren:
fifty fifty, ta, pół na pół
to jest różnica
ja góra, a ty dół
fifty fifty, ta, pół na pół
ja robię swoje
pierdolę ten cały gnój
fifty fifty, ta, pół na pół
między nami stoi jeden
wielki mur
fifty fifty, ta, pół na pół
get many many
get many many many
i co? szczerzysz kły?
nic nie zrobi taki jak ty sukinsyn
dla moich wszystkich wrogów mistrzowski rym
2006 CD efekt arivederci
Gangsterskie fanaberie
X:
profil – bandyta, metryka ze strita
dzień w dzień mafia mnie tu wita
a ja wciąż żywy, szlag nie trafi
cappo di tutti cappi
w co drugich oczach śmierć prorocza
w nich na mnie czeka
każdy ma broń, użyje bez wahania
przerwie wypowiedź w połowie zdania
każdy zna kogoś, kto kogoś zna
każdy jest w grupie, a życie to gra
zaciśnij zęby, synek, fanaberie
zaciśnij zęby, synek, fanaberie
pohamuj histerię, farmazon krąży
jak złoty pieniądz, zarazą się mieniąc
a „Chłopcy z ferajny” to tylko dobry film
nie pierdol wkoło, że zagrałeś w nim
pozdrawiam Bzyka, wiemy, kto jest kim
Peja:
na sądowych korytarzach
kumpli spotykać się zdarza
bo nie jeden się narażał
żeby ponad syf wypłynąć
by się otrzeć o przeciętność, co luksusu ma tu status
i w asyście psikutasów … na wokandę
uliczni wojownicy powiązani z undergroundem
z SLU gangiem, ja pozdrawiam całą bandę
małolat zrobi grandę, nieśmiertelna …
atak najlepszą obroną, z ulicy sztuka rzemiosła
na szczyty ich wyniosła w przestępczej hierarchii
chcesz zdobyć grubą kasę? najlepiej ją ukradnij
bez szans na godne życie, bo z posady nie chce wylać
młody szuka rozwiązania, wie, gdzie może się przydać
zero do emerytury, lecz wypracowana …
szukając lepszego jutra bierze każdą fuchę, trudna
robota to robota, niebezpieczna druga zmiana
a te nieprzespane nocki, które odbijają z rana
że wygrana, balety, takie pracy tej zalety
wady też są niestety, o tym wcześniej gadałem
od J do E jestem z wami duszą, ciałem
refren:
psychiczny uraz w głowie młodego człowieka
to krok za krokiem, dalej czerwona powieka
kontroluj ruchy zbędne, bo demon na to czeka
tamte czasy w przeszłość do kanału ścieka
bestie wierzą w hajs, to moc złotego zeta
gangsterskie fanaberie, maniakalny przekaz
to świat, w którym zawsze coś jest nie tak
świat, w którym zawsze coś jest nie tak
Y:
to umysłu peryferie, psychiczny perwers
złowieszczych myśli drapieżny instynkt
fanaberie, używki, dziwki, koks
biżuterie, … … …
codzienne treningi, siłka, boks
charakternie: rozkminki, wałki, sztos
niebezpiecznie: klamki, kopyta, broń
kilogramy mieszanki, nie pytaj skąd
to sztywna ekipa, hermetyczny krąg
non stop adrenalina, diaboliczny sport
żaden z nich nie chciał tyrać, klasyczny finał
ciężki kryminał albo zgon
refren:
psychiczny uraz w głowie młodego człowieka
to krok za krokiem, dalej czerwona powieka
kontroluj ruchy zbędne, bo demon na to czeka
tamte czasy w przeszłość do kanału ścieka
bestie wierzą w hajs, to moc złotego zeta
gangsterskie fanaberie, maniakalny przekaz
to świat, w którym zawsze coś jest nie tak
świat, w którym zawsze coś jest nie tak
Fu:
teraz glos ulicy, ulica rap ten ćwiczy
dyskretny chłód betonu w nocnej dziczy
to światło w piwnicy, ekipa kondycyjnie ćwiczy
głowy w kapturach, spuszczone psy ze smyczy
czarny wąż syczy, diabeł uczestniczy
ta, przekręt za przekrętem, przekręta dogania
uliczna gra to gangsterska mania
pokolenie złodziei z wyboru, nie z powołania
bieda i głód zmusza do kombinowania
złap drania, spytaj się jakiego jest zdania
to główne przesłania jakie są tego aspektu
to kluczowy element jest tego projektu
młody człowiek na drodze życia bez sensu
brał udział w tej grze, żeby mieć więcej hajsu
gdy jego ojca w kryminalnej zamknęli w celi
pod skrzydło chłopaka wtedy od razu wzięli
to historia z serii tych, co serce mocniej bije
niewinny padł ofiarą przestępczej propagandy
wyroki na karku siła przebicia prosto z gardy
zaczęła się walka, a skończyły się żarty
Juras:
echo niesie po mieście z kałacha serię
sprawdź ten temat: gangsterskie fanaberie
to czysty koks, co daje moc
awantury, szybkie fury
szybki hajs, tego nigdy dość
złość potęguje chęć luksusu
okradanie bogatych lamusów
dilowanie na dużą skalę, porywanie
handel żywym towarem
czy zwykłe wymuszanie
tyle dróg, finał zwykle ponury
mało który dożyje emerytury
mało który nie osieroci dzieci
w najlepszym wypadku
wyjdzie z puchy jako zgredzik
jak żyć, każdy musi zdecydować
później może być za późno, żeby się wycofać
dobra teraz Juras mówi już: koniec
a ty, młody, pomyśl, zanim kupisz bilet w jedną stronę
Świat oczyma dziecka
od małego w oczach niepojęty świat
pierwsze kroki w otoczeniu i w oczach piach
krzywda go dotknęła, płacz, oczy w łzach
krzyk w mieszkaniu i pijana matka
na podwórku stary fiat, przyrdzewiała huśtawka
jedna ta sama zabawka, ta sama lalka
głód, przerażenie, ze strachem w oczach walka
gdy cierpi dziecko za błędy rodziców
sprzeciw daje temu ja, nigdy w życiu
koniec, wyrwana ostatnia kartka z zeszytu
ten temat nie daje powodu do zachwytu
ten kawał musiał powstać, tak było bez kitu
refren:
głód, łzy i dziecka rozpacz (nie ma!)
brud, koszmarne sny (tego nie ma!)
wszystko pod dostatkiem (tego nie ma!)
chęć miłości i ojcostwa (nie ma!)
kolorowe rysunki i na ścianie cegła
to świat oczyma dziecka, rodzinna sprzeczka
to śliczne dzieciństwo dla szkraba tyle znaczy
gdy pijany ojciec wraca do domu z pracy
mały człowiek nie ma wpływu na to, co będzie
bieda w domu, szare ściany, z komiksu zdjęcie
młoda psychika zapamiętuje te wszystkie chwile
schowany pod stołem ściska rączki za nic
wyobraźnia w takich chwilach nie zna granic
stara kamienica, tu echo odbija się od ściany
nie dociera tu słońce, to chłodne pustostany
świat oczyma dziecka to świat niezrozumiany
refren:
głód, łzy i dziecka rozpacz (nie ma!)
brud, koszmarne sny (tego nie ma!)
wszystko pod dostatkiem (tego nie ma!)
chęć miłości i ojcostwa (nie ma!)
sam kiedyś byłem przecież małym dzieckiem
w domu się nie przelewało, teraz olewam tą kwestię
tamte czasy, ludzie gdzieś tam jeszcze są
zależy jak na to patrzeć, mówię ci ziom
śródmiejskie uliczki, garaże, boisko, drugi dom
to był mój świat, moja cała rzeczywistość
nie patrząc w przyszłość, życie pisze rożne scenariusze
dziecka tamten świat, na kartce ci to zduszę
hart ducha przetrwał małolata wspomnienia
chudy dzieciak swój świat na lepszy zamieniał
tyle małych rzeczy, a tak cieszyły nas
tamte czasy powracają juz teraz tylko w snach
refren:
głód, łzy i dziecka rozpacz (nie ma!)
brud, koszmarne sny (tego nie ma!)
wszystko pod dostatkiem (tego nie ma!)
chęć miłości i ojcostwa (nie ma!)
Pokój i wolność
pokój i wolność, na całej ziemi, dla wszystkich dzieciaków, dla wszystkich
ludzi..
refren:
wolność – zjednoczeni w siłę wszyscy razem na tej ziemi – pokój
wolność – zjednoczeni w siłę wszyscy razem na tej ziemi – pokój
wolność – niech dziecko twe w pokoju się uchowa – pokój
wolność – z dala od agresji, zła, to miejska choroba – pokój
zjednoczeni w siłę wszyscy razem na tej ziemi
którą papież cenił, dla was przede wszystkim
dużo zdrowia piękna melodia
płynie nad dachem Varsovia
młodego typa proste słowa, prosta mowa
niech dziecko twe w pokoju się uchowa
dzieciaku odrzuć zło zostaw to, to nie warto
ty wiesz skąd ja znam to
warszawska ulica włada jedną kartą
przemyca skandal jak terrorysta bombę
przekracza tak wciąż zwaną normę
wybucha skandal panoszą się tak zwane rządze
zderzają się w jedną całość ja tak sądzę
opanować złość sam muszę zaprzestać
wojna, bezsens walki odrzuć w przepaść
pokój zawsze z buntem będzie się człowieku sprzeczać
jedna miłość, jeden dźwięk tego bita
zgoda gdy zachodzi słońce i gdy świta
pokój na świecie to idealna harmonia
wywołuje ludzkie emocje ta monotonia
nastawiony na konsumpcję wypełniam swą funkcję
w czasach gdy pokój napędza rewolucję
hip hop wiedzy, życia tworzy świat, nie iluzję
hip hop wiedzy, życia, nie iluzję, pokój
refren:
wolność – zjednoczeni w siłę wszyscy razem na tej ziemi – pokój
wolność – zjednoczeni w siłę wszyscy razem na tej ziemi – pokój
wolność – niech dziecko twe w pokoju się uchowa – pokój
wolność – z dala od agresji, zła, to miejska choroba – pokój
2 zwrotka:
to nie jest tak, że dzielę się słodkimi sugestiami
nie zgrywam mędrca, nie chowam twarzy za czarnymi chustami
nie mogę patrzeć jak głupota rządzi umysłami
ukajana z zewnątrz plugastwem rozsadza jak dynamit
miesza się z resztkami dobroci, z uczuciami
pragnienie żeby było lepiej siedzi w głęboko w nas
czekając, gdy, gdy nadejdzie ten czas
gdy otworzy siłę w nas
wymaże z twarzy blask ludzi mas
smutek, żal, gdy wokół skłóca ludzi jebany szmal
sprawdź, kto teraz ten świat szpeci
dorasta w nim nowe pokolenie dzieci
wychowanych na głupocie serwowanej przez media
kto pierwszy się nachapie hajsu, ludzka tragedia
cały czas wierzę w to, że gdzieś na preriach
powstanie nowy świat, nowa do życia energia
zaludniony przez kolonie, nie pusty jak syberia
miasto bez zakłamanych polityków, sceneria
co wzbudzi w ludzkich uczuciach motyw do działania
poczucie własnej wartości będzie nas zasłaniać
przemoc będzie potrzebna tylko w samoobronie
nie wiem czy ten świat ja – Fu dogonię
czy dopcham ten właz, wiem, że kiedyś nadejdzie mój czas
lecz będę miał tą pewność
że moje dzieci tego dożyją na pewno
że pokój w ich sercach zadomowi na serio
że siła i wiara w możliwości stworzy jedność
pokój i wolność
refren:
wolność – zjednoczeni w siłę wszyscy razem na tej ziemi – pokój
wolność – zjednoczeni w siłę wszyscy razem na tej ziemi – pokój
wolność – niech dziecko twe w pokoju się uchowa – pokój
wolność – z dala od agresji, zła, to miejska choroba – pokój
Daj mi żyć
Olsen:
e! e, ty, daj mi żyć
odpierdol się ode mnie, bo będziesz glebę gryzł
dziś skoro świt ktoś napierdala w drzwi
i przerywa sny, nie dając kimać mi
zły już od siódmej aż po samo południe
bo w międzyczasie bracie brzuch mnie boli okrutnie
i dowiedziałem się o hajsie, co poszedł jak kamień w studnię
w kurwę! ten dzień to jakiś burdel
… znowu dzwoni anonim
pierdolę, dziś wolę nie odbierać zastrzeżonych
ja chcę mieć parę godzin dla siebie
napisać jakiś tekst i wysłać zaległe maile
may day! wieczorem mam ważną ustawkę
a zaraz potem jadę z chłopakami jarać trawkę
wracając po trasie jeszcze nawinęły nas psy
zasypiając pomyślałem sobie „daj mi żyć!”
refren:
daj mi żyć, daj mi żyć
uciec stąd, uciec stąd
Boże, daj mi to, daj mi to
wolność słowa, ten rap to broń
MC3D:
…
Fu:
budzę się jak z koszmarnego snu
jak poddany wstrząsowej terapii gust
nienasycony bagaż doświadczeń spust
dalej ruszam z kopa i zarzucam luz
to dolny Brooklyn nowojorski balet
ok papi! ja stąpam dalej
czytam w gazecie recenzje, ta, smuty, żale
ta, gniotę to ścierwo, błazenady, tą zjebkę
gówno mnie to obchodzi, rzucam to na przyczepkę
w barze walnę setkę, przecież nie jestem dzieckiem
opatrzności, żyję ze swojej twórczości
jestem zwykłym człowiekiem w zwykłej społeczności
to co, że widzisz mnie w tv na klipe
to zwykłe życie, hajs w depozycie
z dnia na dzień wchłania mnie te intensywne życie
nie zawsze kiermana jest grubo na kwicie
muzyka łączy style, no, przecież wiecie
ludzie marginesu i z górnej polki śmiecie
mój rap walczy by przeżyć, walczy dalej
spokojnie do przodu, żeby cię nie zjadły żale, ale…
Mike Reka:
…
Żądza gniewu
Fu:
żądza gniewu to najgorszy doradca
perfidne nawyki a zawiść to władca
rozgrzewa umysł jak wódy czystej seta
krew na nożu na beton ścieka
zaburzenia umysłu ostre jak żyleta
Kain i Abel pamiętaj to zazdrość ślepa
tam gdzie matką jest nieznośna chciwość
na wszelki ból lekarstwem jest cierpliwość
ludzie, ich problemy, seks i miłość
narozrabiałeś, zjebałeś, to kurwa teraz sprzątaj
gdy kochasz, nie bądź rozsądny
gdy jesteś rozsądny, człowieku, wtedy nie kochaj
kto z kim przystaje takim się staje
wróg zatruwa życie, jak prusaka zajeb
natrafiają na minę ci, co ciągle węszą
szmal na świecie ma władzę największą
przez nią niejeden się na pasku powiesił
wywołuje ona chciwość która śmierdzi
przez nią niejeden zgredzik w puszce siedzi
czasu szmat – 20 lat – patrzy zza krat
przekreślone życie chyba jest juz snem
i otarł Bóg z ich oczu wszelką łzę
uważaj, bo sąd niesprawiedliwy sądzi
podła dusza, a chory umysł błądzi
refren:
chciwość – pierwszy stopień do piekła
uczciwość coraz słabsza, coraz zwiędła
miłość fałszywa, krótka, obojętna
mentalność dusi nas na szyi pętla
wiara w lepszy świat bardziej pazerna
wzrost wkurwienia, człowieku, to potwierdza
towarzyszka długu, ta jego nędza
przecież życie w tym kraju słabszych nie oszczędza
Koras:
tu niejeden żyje w gniewie, proszę ja ciebie
tylko dlatego, że mógł trafić lepiej na wstępie
przecież pracujesz dalej sam na siebie
ja też nie raz w potrzebie o wodzie i chlebie
ale to ja wybieram swoich potrzeb skalę
tak jak ty i chyba to normalne
ja musze sobie radzić i tobie radzę
jeszcze odpowiadam sam za siebie
miej to na uwadze
ja nie żądam gniewu, krwi przelewu
czas oddzielić ziarno od plewu
weź to przekaż jemu, miastu memu
władzy równej zeru
i nie pytaj czemu ciągle robię po swojemu
wbrew normom systemu
refren:
chciwość – pierwszy stopień do piekła
uczciwość coraz słabsza, coraz zwiędła
miłość fałszywa, krótka, obojętna
mentalność dusi nas na szyi pętla
wiara w lepszy świat bardziej pazerna
wzrost wkurwienia, człowieku, to potwierdza
towarzyszka długu, ta jego nędza
przecież życie w tym kraju słabszych nie oszczędza